Dodał: |
Aktualizacja: |

Uczestniczyłem w wielu panelach, konferencjach, warsztatach. Większość była zorganizowana przez organizacje pozarządowe, ale także przez administrację publiczną. Ostatnie Forum odbyło się w Warszawie. Dotyczyło polityk migracyjnych trzech polskich miast: Krakowa, Lublina i Warszawy. Właśnie w tej kolejności odbyły się robocze warsztaty w tych miastach; za każdym razem na zaproszenie głównego partnera Forum w osobie jednej organizacji pozarządowej. Interkulturalni, Homo Faber i Fundacja Inna Przestrzeń.

Trzeci sektor ma swoje zasługi w rozwoju demokracji, spraw społecznych i wielu innych nietypowych rzeczy do załatwienia. Czasem zastanawiam się, czy gdyby w średniowieczu istniał ten sektor, Galileusz miałby solidnego mecenasa i obrońcę przed władzą kościelną. Skuteczność działań NGO-sów w niektórych sprawach nie ma sobie równych.

 

Zarówno III Forum, jak i dwa poprzednie miały służyć sprawom imigrantów. Wszyscy żałowaliśmy, że tak mało ich uczestniczyło w dwóch pierwszych Forach. Ambicją warszawskiej ekipy było dotarcie do jak największej liczby imigrantów i zaproszenie ich do pracy w grupach. Schemat, który zadziałał, był następujący: poszukaliśmy kontaktu do danego lidera środowisk lub do organizacji, dzwoniliśmy; potem sprawdzaliśmy, czy informacja dotarła; później była prośba o rejestrację i wybór grupy tematycznej. To zadziałało. Wietnam, Pakistan, Somalia, Etiopia, Senegal, Meksyk, Brazylia... Żeby tylko wymienić niektóre kraje pozaeuropejskie. W sesji plenarnej otwarcia Forum blisko połowę obecnych stanowili imigranci.

Drugie, jeszcze ważniejsze postanowienie organizatorów było raczej pytaniem. Co może, oprócz licznej obecności imigrantów oraz poszerzenia tematyki grup roboczych, będzie wartością dodaną tych spotkań. Co może podnieść Forum jako całość w inny wymiar jakościowy? Odpowiedź była jedna: zadecyduje o tym los z rekomendacji.
Czy rekomendacyjne maile trafią do grobowych skrzyń instytucji, które mają moc decyzyjną; czy pisma utkną w zapomnianych urzędniczych szufladach? Prośba była skierowana do wszystkich grup, by wskazały, do kogo kierują wyniki swoich prac. Na kończącym spotkaniu plenarnym cała sala wiedziała, jaka instytucja samorządowa, rządowa czy sejmowa była adresatem rekomendacji: sejmowa podkomisja do spraw współpracy z organizacjami pozarządowymi, samorządy lokalne, ministerstwa, środowiska imigranckie czy organizacje działające na rzecz imigrantów itp.

Wróćmy na chwilę do samej definicji organizacji pozarządowej – jest to ciało obywatelskie działające z własnej inicjatywy na rzecz wybranego interesu publicznego i niedziałające dla osiągnięcia zysku. Skoro tu spotykają się obywatele, dlaczego ich głos tak ciężko toruje sobie drogę do ucha (wrażliwości) polityków?

W pewnym momencie zastanowiłem się nad tym, czym najczęściej kieruje się zawodowy polityk. Jaka zachęta, jaki impuls jest skuteczny dla takiej osoby? Czym karmi się ryba polityczna?

Ta grupa stara się najczęściej dobrze wypaść przed wyborami. Wszystko byłoby dobrze (czasem tylko pozornie), gdyby obietnice były realizowane jeszcze przed wyborami. Perspektywa oceny ich pracy jest dla nich najważniejszym testem (chyba że to prawdziwy mąż stanu lub społecznik). Czemu więc Forum nie może, w trosce o los ciężko wypracowanych rekomendacji, wprowadzić takiej „sztucznej” atmosfery przedwyborczej, żeby podobny dyskomfort (jednocześnie impuls do działania i rozwiązania problemów) wkradł się w umysły polityków?

Chodzi o to, by owszem wysyłać maile z rekomendacjami, wysyłać pisma z rekomendacjami i podpisami organizacji obecnych na Forum. Dopiero po tych czynnościach dowiemy się, czego wymaga sytuacja. Był odzew lub nie! To determinuje kolejne kroki. Czy dalszy lobbing będzie miękki, czy inwazyjny?
Jak się urzędy kontaktują się ze światem: mailem, pismem lub telefonicznie? Trzeba połączyć wszystkie te elementy w czasie rzeczywistym. Żadna instytucja nie może tego „olewać”.

Szukać i stukać. Odszukać dział, komórkę, numer pokoju na korytarzach instytucji: poszukać osoby odpowiedzialnej za dany temat, za konkretną sprawą w ministerstwie X, instytucji Y lub urzędzie Z. Celować i intensywnie bombardować zapytaniami. Obrady sejmowe dają dobre praktyki w tej kwestii. W końcu będzie komuś głupio. Dojdzie wtedy do spotkania, bo o to chodzi. Żeby usiąść i rozmawiać. Może ta metoda nie jest uniwersalna. Po dwóch Forach w Krakowie i Lublinie czas na zmianę taktyki w poszukiwaniu skuteczności. Od tej skuteczności, czyli od odpowiedzi na pytanie – co z sensownymi rekomendacjami?

Tak widzę dalszy los pracy włożonej w ciągu trzech dni w grupach. Inaczej dopadnie nas zwątpienie. Po co deliberować, skoro z tego będzie tylko... Nada, czyli NIC, jak mówią Portugalczycy. Lobbować trzeba. Tak robią wszystkie środowiska. Biznesowe mają swoje półukryte metody.

Trzeci sektor dysponuje głównie głosem ludzi. A że jest bliżej społeczeństwa, bo działa w terenie, ta taktyka powinna dać pozytywny wynik. Rekomendacje są przecież nie tylko pytaniami i pretensjami, ale coraz częściej propozycjami i rozwiązaniami konkretnych problemów społecznych. Primo, po pierwsze – jak mawiał aktor znanego polskiego filmu – skoncentrować się na celach. Skutecznie! Tak naprawdę, skoro nie ma życia społecznego bez przekraczania granic, trzeba rozmawiać.